Od kilku miesięcy niemal codziennie rozmawiam z przedsiębiorcami o Krajowym Systemie e-Faktur (KSeF). Pojawiają się pytania o terminy, konfigurację programów czy wymagania techniczne.
Za każdym razem zadaję jednak jedno pytanie:
Jak dziś wygląda obieg dokumentów w Państwa firmie?
I właśnie tutaj najczęściej okazuje się, że prawdziwy problem nie ma nic wspólnego z KSeF.
Jedna trafia na skrzynkę e-mail.
Druga przychodzi jako zdjęcie na telefon.
Trzecia leży na biurku.
Kolejna czeka na podpis kierownika.
Księgowość dzwoni i pyta:
Czy ta faktura jest już zaakceptowana?
Brzmi znajomo?
Sam KSeF nie sprawi, że dokumenty będą właściwie opisane, zaakceptowane i przekazane do księgowości.
Jeżeli dziś w firmie panuje chaos, po wdrożeniu KSeF nadal będzie chaos. Tylko w wersji elektronicznej.
Przez lata pracy z przedsiębiorcami zauważyłem jedną rzecz.
Firmy, które wcześniej uporządkowały obieg dokumentów, znacznie łatwiej przechodzą przez kolejne zmiany.
Dlatego zanim zaczniemy rozmawiać o konfiguracji programów, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
Nie jestem zwolennikiem wdrażania nowych rozwiązań tylko dlatego, że pojawiły się nowe przepisy.
Technologia powinna przede wszystkim upraszczać codzienną pracę.
Jeżeli dzięki niej firma oszczędza czas, ogranicza liczbę pomyłek i usprawnia komunikację, wtedy wdrożenie ma sens.
KSeF będzie ważnym krokiem dla wszystkich przedsiębiorców.
Jednak moim zdaniem warto potraktować go jako okazję do uporządkowania całego procesu pracy z dokumentami, a nie jedynie kolejny obowiązek wynikający z przepisów.
To właśnie takie zmiany najczęściej przynoszą firmom największe korzyści.